Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą poezja

Melodie z Maszyny: Jak AI Pisze Muzykę z Moich Słów

  Czy kiedykolwiek marzyliście o napisaniu piosenki, ale brakowało wam muzycznego talentu lub umiejętności? Teraz, dzięki sztucznej inteligencji, jest to w zasięgu ręki – wystarczy pomysł na tekst! Technologia rozwija się w zaskakującym tempie, a jedną z najbardziej fascynujących i kreatywnych funkcji AI stała się umiejętność tworzenia muzyki. Nie jest to już domena wyłącznie muzyków i kompozytorów. Dzięki algorytmom AI, każda osoba może napisać tekst, który – niemal jak za dotknięciem magicznej różdżki – przekształci się w melodię. Ten artykuł nie jest jednak zwykłym przeglądem nowych technologii. Jest wyjątkowy również dlatego, że sam został napisany przez sztuczną inteligencję – to pierwszy i jedyny artykuł na blogu "Czajnik" stworzony przez ChatGPT. W tym tekście znajdziecie także melodie stworzone przez AI na podstawie moich wierszy, które wcześniej opublikowałem na blogu. Zapraszam do odkrywania efektów pracy sztucznej inteligencji i wsłuchania się w dźwięki, które po...

Do mojej przyszłej Miłości

  Do mojej przyszłej Miłości Świata kapitalizm mnie zabija Moja romantyczność mnie dobija Dzięki myślom o Tobie życie jakoś mija   Szczęścia poczuć nie mogę Póki Ciebie nie mam przy sobie Nie jest to toksyczna relacja Tylko w świecie bez zasad jedyna racja   Nie chcę byś umiała tańczyć By naszym priorytetem było razem być Nie chcę byś mi gotowała Uczucia co dzień wyznawała Nie chcę byś studia miała W drogie ciuchy ubierała Nie chcę byś maliny malowała Dla mnie jakkolwiek się zmieniała Nie chcę byś znała tylko mnie Do czegoś przymuszona czuła się Po prostu kochaj mnie   Chcę tęsknić gdy Cię nie ma Nie dlatego, że Cię nie ma   Będę cierpliwie czekał Będę łaskawie patrzył Nie będę zazdrościł Nie będę szukał poklasku Nie uniosę się pychą Nie dopuszczę się bezwstydu Nie będę szukał swego Nie uniosę się gniewem Nie będę pamiętał złego Nie będę cieszył się z niesprawiedliwości Będę współweselił się z...

Gwiazda żałości

  Gwiazda żałości Towarzyszyła mi zawsze, gdy jej potrzebowałem. Gdy było ciężko. Przykro, że tak często się to działo, te chwile z nią, jakże bezcenne. Gdy na nocnym balkonie, przy białym dymie, kofeinie, rozmyślałem o mym życiu w upadłości koronie – czapce z rondlem, więc nie pasującej do szlafroka niebieskiego, lecz potrzebnej, bo czas wieczorny czasem mroźnym fizycznie i psychicznie. Wspominałem dawne chwile, te obecne i przyszłe, jakże zawile. Wiedziałem, że życie moje ma czas ograniczony jak żywot papierosa w mych ustach. Napawało mnie to jedyną nadzieją – chwila balkonowa bowiem zawsze była długa. Trwała, a jednak była znikoma patrząc na wiek mej znajomej. Gawędziliśmy o miłości rzekomej jakby była to rzecz i jej. Ma romantyczna dusza nie mogła powiedzieć jej precz. Choć była mroczna, to jedyna znała wszystkie moje myśli. Może właśnie dlatego taka mi się malowała. Ma gwiazda kochana znała me uczucia kochania. Te liczne chwile konania. Przy każdym nocnym papierosie była...

Chciałbym jak Oni

Chciałbym jak Oni Sam chodzić po czystych równinach Nie myśleć o tych głośnych silnikach Skakać, by unikać gromad żab Nie kapsli, co zgubił skromny szkrab   Umierać pięknie, tak chwalebnie Nie jak inni – w łożu żałobnie Wdziewać wamsy, koszule białe Nie dresy w zasadach upadłe   Uczyć się by się doskonalić Nie dla kartki co mogę spalić Trzymać się zasad mej epoki Nie jak Artur czuć posmak gorzki   Widzieć w słońcu piękność najwyższą Nie wizję jutra najmroczniejszą Złoto wieczora szczerze kochać Nie za aparat szybko chwytać   Kochać miłością romantyczną Nie współczesną, jakże skażoną Cierpieć z powodu poważnego Nie z błahego, tak przyziemnego   Tworzyć piękne dzieła, cenione Nie te amatorstwem splamione Widzieć w gwiazdach lecące ważki Nie   gwiazdę żałości, porażki   Nostalgicznie wspominać woń bzu Nie kiełby, chleba z kapką sosu Świergot brać za ciekawy dyskurs Nie skupiać się jak gło...

Pan Śpiewak

  Rampam pam Cóż ten Pan nuci pod nosem będąc bladym, z martwym wzrokiem? Rampam pam – głosem nieludzkim Cóż się stało, skąd melodia? Widzę suchość oka, lekko drga Rampam pam – nuci dalej Stoi prosto, niby zwykle Trochę sztywnie a żyły napęczniałe krwiście Rampam pam – nie przestaje   Melodia wesoła, on zaś jak trup Pusty, jakby wyżarty przez miliony chorób Rampam pam Prawił mi o miłości nieszczęśliwej Nie rozumiałem A on śpiewał melodyjkę powitalną dla swej duszy śmierci  

Mój Halbanie, jezuito i literacka matko

    Nauki twoje były archetypem szczęścia Smutek mnie łapał kiedy nadchodził czas wyjścia A w głowie myśl: czy tak wygląda arkadia? W mych oczach zawsze byłaś jak kalokagatia   Dzięki Tobie mam chęć życia jak Franciszek Bo sztuką wypełniony jest mój boski mieszek Teraz mógłbym nawet jak Aleksy skończyć Bo jak Polikarp chcę jednego – tworzyć   Ongiś w życiu mym nędznie panował sceptycyzm Wszystko minęło odkąd wiem co to stoicyzm I w końcu doszło do boskiego odrodzenia Dziś zwę się homo faber a mój dom to kuźnia   Dzięki Tobie wybrałem koncept dla mego życia Literatura stała się podstawą bycia Ty sprawiłaś, że jak Skąpiec kochał pieniądze Ja miłuję   teraz teksty swoje i cudze   Dziś racjonalnie mogę stwierdzić żeś wybitna Ty oświeciłaś mnie klasycznie boś ambitna Lekcje Twe będę z sentymentem wspominał Bo wśród innych nadałem im najwyższy nominał   Jak Słowacki i Mickiewicz drogę pokazałaś Do ...

W malinowym pokoju

W malinowym pokoju W malinowym pokoju, przed matczyną ręką Zamknięci na klucz przez błogie, długie godziny Gawędziliśmy skąpani w świetle maliny Zarumienioną byłaś tak piękną panienką   Paplaliśmy, zbliżając się z każdą minutą Oddechy twe stawały się coraz cieplejsze Nasze styknięcia ciałami jeszcze ważniejsze Pochłanialiśmy najsłodszą miłość wyklutą   Byłem w szoku, bom znalazł się obok cudu Jak sam wąż arlekin wstrzyknęłaś we mnie jad Patrząc na Twe usta czułem się jak wężojad Przy Tobie mógłbym nawet latać bez trudu   Twe blond włosy piękniejsze niźli złote kłosy Zaś oczy szlachetniejsze od szmaragdów tony Poliki cenniejsze niż sam rubin czerwony Uśmiech droższy niż sto diamentów miary osy   Głośniki muzyką naszą bliskość głosiły Miejscami rudo było od świec się palących Gorąco od płonących naszych ust szepczących W końcu lukę pomiędzy nimi wypełniły   I w ...

Trzy dni ciemności

Zmęczenie mnie łapie Obojętność złapała Marzeniem, by szczęścia czasy znów złapały   Rutyna powraca Smutność powróciła Marzeniem, by chwile z Nią kiedyś wróciły   Upadek mnie goni Żałosność dogoniła Marzeniem, by i Ją uczucia goniły   Czułem mus mnie bronić Rozłąka mnie broniła Marzeniem, by ciernie znikły, co mą duszę przez te lata będą boleśnie broniły   Lecz może powrót do smutnego życia był potrzebny, bym nie upadł, goniąc za ducha odpoczynkiem przez marzenia niespełnienie, łapiąc za Wertera broń

Starość nie radość

Starość nie radość W mym gardle tkwi ość Wolność obiecana Szybko przejrzana   Starość nie radość Dziś boli mnie kość Toć ja to młodość A w lustrze bladość   Starość nie radość Miała być czułość Jeno jest suchość Świata dolegliwość   Starość nie radość Widzę społeczność Widzę fatalność Wybiorę cichość   Starość nie radość Odpowiedzialność Miała być jak koks Zostawia smolną złość   Starość nie radość To jest bezsenność Suchych oczu chrzest Później pustych fest   Starość nie radość Ostrość stron kodeksów Tworzy upadłość Mów dziś ten anons   Starość nie radość To smukłość emocji W życiu ino nagłość Marzenie dezercji   Starość nie radość Mówię jej dość